praskie czyny i rozmowy
Kategorie: Wszystkie | blog właściwy | będzie się działo
RSS
piątek, 23 stycznia 2009
Dziennikarze do piór, czy do szkół?

W dzisiejszym "Dzienniku" znalazłem taką oto notkę (cytuję w całości):

Ok. aż 20 tys. zł padło łupem dwóch bandytów, którzy wczoraj w jednym z bloków przy ul. Tysiąclecia napadli na listonosza. Mocno poturbowany pracownik poczty został przewieziony do szpitala.

Pytanie za tysiąc punktów: ile bloków znajduje się przy wzmiankowanej Alei (nie ulicy) Tysiąclecia? Pięć, sto, tysiąc? Nie, jeden. JE-DEN. Sześcioklatkowy, dziesięciopiętrowy blok mieszkalny, noszący numer 151. Stumetrowy kadłubek uliczny jest śladem po planach przeprowadzenia obwodnicy Pragi o szumnej nazwie Aleja Tysiąclecia. Pomysłodawcy nie określili, o które tysiąclecie im chodziło.

Autora notki zachowam w życzliwej pamięci - dawno lektura prasy nie poprawiła mi tak humoru.

środa, 17 grudnia 2008
Małe kłamczuszki
W dzisiejszej 'Stołecznej' w artykule „Nowy teatr Warlikowskiego bliżej siedziby”  znalazł się taki cytat: „Obiecałam, że zatrzymam pana Warlikowskiego w Warszawie, i słowa dotrzymam”. Powinienem się cieszyć z tego, że prezydent mojego Miasta nie rzuca słów na wiatr, ale niestety pamięć mam dobrą. Bo raptem 8 miesięcy temu Hanna Gronkiewicz-Waltz powiedziała: „Inne warszawskie dzielnice będą musiały na jakiś czas oddać pierwszeństwo inwestycyjne Pradze”. Słowa te odnosiły się do planów kompleksowej rewitalizacji prawobrzeżnej Warszawy, przez całe lata zaniedbywanej przez wszystkie rządzące miastem ekipy. Wiatr poniósł słowa, ale nie bądź bezpieczny – wyborca pamięta.

Dwa lata temu pani prezydent zrezygnowała z wykupienia Praskiej Fabryki Wódek „Koneser” z przeznaczeniem na centrum kultury, w tym na siedzibę teatru... Krzysztofa Warlikowskiego. Wtedy 57 mln złotych było kwotą zbyt wygórowaną („Miasto nie może sobie pozwolić na nabywanie tak drogich nieruchomości” – kto to powiedział?), dzisiaj 39 mln jest w sam raz. Prezentem, jaki Ratusz zgotował prażanom z okazji kończącego się Roku Pragi, było odebranie pieniędzy na budowę siedzimy Muzeum Warszawskiej Pragi. Pierwszego muzeum, jakie miało powstać na prawym brzegu. Wytłumaczeniem był światowy kryzys, pustki w miejskiej kasie, konieczność realizacji innych inwestycji. Czy uprawnione jest łączenie tych dwóch zdarzeń: zabrania Pradze 40 mln na muzeum i odkupienia od MPO budynków za podobną kwotę? Pierwszy uczynił to Marcin Ochmański z biura prasowego urzędu miasta. Zapytany o przyczyny wykreślenia z budżetu Warszawy praskiego muzeum z rozbrajającą szczerością powiedział: „W tej chwili priorytetem dla nas jest m.in. stworzenie Centrum Kultury przy ul. Madalińskiego, przy którym będzie działać Teatr Nowy Krzysztofa Warlikowskiego”. Jak widać zasada divide et impera cieszy się niesłabnącym powodzeniem.

Cytowany w tekście Tomasz Andryszczyk powiedział o wsparciu dla Teatru Nowego: „Poza tym już wcześniej zarezerwowaliśmy pieniądze na ten cel w wieloletnim planie inwestycyjnym miasta”. Wcześniej, panie rzeczniku, zarezerwowane były środki, ale na siedzibę Muzeum Pragi. Dla odświeżenia pamięci polecam lekturę budżetu Warszawy na 2008 r. (140 str., zadanie OM/VII/7/5, termin rozpoczęcia: 2006, zakończenie: 2010). O Teatrze Nowym ani słowa. Pouczające może też być dla Pana zapoznanie się z Lokalnym Programem Rewitalizacji m.st. Warszawy, gdzie szczegółowo zapisano wysokość wydatków na Muzeum Warszawskiej Pragi w poszczególnych latach (2009 r. – 20 mln zł, 2010 r. – ok. 18 mln zł).

Jako mieszkaniec Pragi jestem rozgoryczony decyzją rządzącej Warszawą ekipy. Mój żal jest tym większy, że dla jej usprawiedliwienia Ratusz sięga po marnej jakości wykręty, czy wręcz po zwykłe przekłamania.

wtorek, 02 grudnia 2008
Prezent dla Pragi

Dzisiaj mijają dwa lata od objęcia prezydentury przez Hannę Gronkiewicz-Waltz. Dzisiaj także odbywa się uroczysta sesja radnych z Pragi Północ i Południe, kończąca oficjalnie obchody Roku Pragi. Zbieżność ta nabiera w świetle ostatnich wydarzeń symbolicznego znaczenia.

Powiedzcie – z ręką na sercu – kto wiedział, że w 2008 obchodzono w Warszawie Rok Pragi? A może Wy prażanie: jakież to pozytywne zmiany zaczęły się lub dokonały w waszej dzielnicy? No dalej: jakież to wydarzenie utkwiło Wam w pamięci? kto i jaką wizją na przyszłość porwał Wasze serca? jakież to plany dla Pragi zawładnęły Waszymi umysłami? Proszę, śmiało, nie krępujcie się. Nikt? No nie, czyżby nic ważnego się nie wydarzyło?

O, pan z tyłu. Tak, słucham. Prezent? jaki prezent? No tak, wszak Praga otrzymała od władz Miasta Stołecznego piękny podarunek. Niezorientowanym wyjaśniam: w lewobrzeżnej Warszawie jest 56 muzeów. Słownie: pięćdziesiąt sześć. A w prawobrzeżnej? 0. Słownie: zero. Nie wierzycie? Wy ludzie małej wiary...

W 2006 roku Rada Warszawy uchwałą nr LXXXI/2590/2006 powołała do życia Muzeum Warszawskiej Pragi, będące oddziałem Muzeum Historycznego. Pierwsze muzeum na prawym brzegu. Planowane otwarcie w 2010 roku. Tak przynajmniej można było sądzić do 14 listopada. Tego dnia Pani Prezydent przekazała warszawskim radnym projekt budżetu na 2009 rok. Budżet, który oznacza dla pierwszego praskiego muzeum wyrok śmierci. 850 tysięcy złotych w 2009 roku, a potem 3 lata bez grosza. Ani złotówki. Dla blisko 200-letnich kamienic to wyrok. Bez rewaloryzacji nie przetrwają, podobnie jak bezcenne malowidła ścienne żydowskiego domu modlitwy, cudem ocalone w jednym z budynków planowanego muzeum. Przecież Warszawa ma tyle ocalonych z wojennej pożogi zabytków! Kto by się przejmował jakimiś praskimi reliktami...

Prago! podziękuj władzom Stolicy za prezent na swoje 360. urodziny.

niedziela, 16 listopada 2008
Nie idź tą drogą!

Jestem na Kazimierzu. Nie „w”, ale „na”. W cesarsko-królewskim mieście, co to rękami, nogami i śpiewem broni się przed przenoszeniem do niego stolicy. Jak gdyby ktoś w ogóle to planował.

Pragę często porównuje się do podobnych dzielnic w innych miastach. I tak: była już warszawskim Montmartrem, Soho, Greenwich Village czy Kreuzbergiem. Ma to walor opisowy, ale i szufladkujący – zwalnia porównującego z wchodzenia w szczegóły, zgłębiania miejsca, rozróżniania kolorów i okoliczności przyrody. Rzuca się porównanie i gotowe. Z drugiej strony, jest to zabieg wartościujący. Skoro jest jak w Paryżu, Londynie, Nowym Jorku czy Berlinie to znaczy, że światowo jest. W globalnej wiosce w cenie jest – zdaniem jednych – uniformizacja, zatarcie różnic. Inni stawiają na wyjątkowość, odrębności.

Ale od paralel trudno uciec. Może taka to ludzka przypadłość? Kiedy oglądam zdjęcia krakowskiego Kazimierza sprzed 30-40 lat, to porównania z dzisiejszą Pragą mocno się narzucają. Odrapane, zapuszczone kamienice, podejrzane typy, margines, smoki i ludożercy. Dzielnica zakazana. A dzisiaj…

Liczba knajp wszelkiego autoramentu, tudzież turystów, w przeliczeniu na kilometr kwadratowy zbliża się do gęstości zaludnienia Singapuru. Na ulicy Szerokiej lokal obok lokalu, po każdej stronie ta sama monotonia. Plac Nowy to samo. Ulice przyległe trochę lepsze, odważniej dopuszczają handel i rzemiosło. I jeszcze ta kazimierska specyfika – Schindler’s List Tours, gęsi pipek, klezmerzy i wycieczki do Auschwitz. Co wrażliwsi uciekają za Wisłę, na Podgórze. Odważniejsi (ponoć są tacy!) na północ, do Warszawy. Konkretnie: na Pragę.

Strach się bać. Praga następna w kolejce? Dzisiaj autentyczna, jutro…? No właśnie, co jutro?
Czy za 20 lat będę chciał tu mieszkać?

Les Couleurs, Plac Nowy
kawa+ Złota Jesień

czwartek, 02 października 2008
Takie rzeczy, to tylko na Pradze
Pod pewnymi względami życie prażanina lżejszym jest. W porównaniu z lewobrzeżnym warszawianinem oczywiście. Lekkość owa objawia się w tak ważnej dziedzinie życia, jak wynajdywanie wytłumaczeń dla swych spóźnień do pracy. I nie chodzi tutaj o całkiem wyimaginowane, czy tylko mocno naciągane wydarzenia, katastrofy i zbiegi okoliczności, które stanęły nam na drodze do upragnionego celu, jakim jest biurko w pracy.

Owszem, można się powołać na casus kierowców, którzy z upodobaniem blokują skrzyżowanie przy "Czterech Śpiących". Wjedzie jeden taki... pan (albo pani), a kilkadziesiąt osób (pomnożone czasem przez 3 albo cztery tramwaje), pałając  żądzą mordu, odlicza mijające minuty. Ale to mało orginalne wytłumaczenie - niski poziom inteligencji szoferów jest przypadłością ogólnowarszawską.

Już lepiej wykorzystać więzi społeczne, wciąż silne na Pradze. Wybiega człowiek z mieszkania, pędzi w dół schodami, wypada z bramy i... wpada na sąsiada, który wyprowadza pieska. I zaczyna się gadka o przypadłościach Pikusia, o suce z naprzeciwka (nie, nie chodzi o sąsiadkę), o sprawach kamienicy, kwestiach ogólnoludzkich i globalnych. Nie da rady, kilka minut zleci, niedyskretne zerkanie na zegarek efektów nie przynosi. Trudno, szefowi się powie, że sąsiad, że stosunki międzyludzkie...

Można odwołać się do popularności, jaką Praga cieszy się wśród twórców. Wybiega człowiek z mieszkania, pędzi w dół schodami i... wpada na ekipę filmową, która piętro niżej kręci ważną scenę. Na warsztacie kolejny serial kryminalny, więc proszę o ciszę na planie, nie, nie można przejść. Kwadrans w plecy. Trudno, szefowi się powie, że Szyc zablokował schody...

Warto też powołać się na niski poziom zamożności (albo: wysoki ubóstwa) części mieszkańców, którzy zmuszeni są zbiórką surowców wtórnych reperować domowy budżet. Wybiega człowiek z mieszkania, pędzi w dół schodami, wypada z bramy, leci na przystanek, stoi, stoi... Przed przejściem dla pieszych utworzył się mały korek tramwajowy. Po pasach noga za nogą, z prędkością żółwia idącego tyłem, staruszek pchał wózek wypełniony złomem. Pchał, to za dużo powiedziane - raczej utknął na torach, bo to i ciężar, i zdrowie nie dopisuje. Kilka osób się rzuciło na pomoc i dalej wyciągać zaklinowane kółka, pchać to całe żelastwo, a potem ściągać z torów autora zamieszania, który w tempie jednego centymetra na minutę zmykał przed rozdzwonionym tramwajem. Trudno, szefowi się powie, że ludność nie bogata, ale recykling ma we krwi...
 
czwartek, 25 września 2008
Przybyłem, zobaczyłem, przeżyłem

Dzisiaj znajoma z pracy (nazwijmy ją, hm.. może Ewa) opowiedziała mi, z wypiekami na twarzy, o swojej wizycie na Pradze. Ostatnia miała miejsce kilka lat temu – wtedy, gdzieś na Szmulkach, rzucona w autobus cegła skutecznie zniechęciła ją do eksploracji dzikich zakątków Warszawy.

Teraz impreza urodzinowa zwabiła Ewę na Inżynierską, do górującego nad okolicą zamczyska czyli magazynów Wróblewskiego. Wiadomo, pracownia artysty, niebanalne wnętrze, alkohol i muzyka, tańce i hulanki. Uśmiech nie schodził z jej twarzy, a rozmarzone oczy wspomnień miłych były dowodem.

Przyjemnych doznań nie zakłóciła wizyta dwóch tubylców, którzy zwabieni światłem i perspektywą zabawy wzlecieli na piętro. Spokojni byli, kulturalni, nie rozróba im w głowie była. Jeden z gości – żartowniś czy rozeznania spraw życiowych pozbawion? – zastanawiał się, czy „tak młodych ludzi można alkoholem częstować”. O zwyczajach Aborygenów wie pewnie więcej.

Gdyby ktoś chciał zrobić współczesną, warszawską wersję „Wesela” Wyspiańskiego powinien to zrobić w praskich dekoracjach. Oto malarz/fotograf/rzeźbiarz z Mokotowa albo jeszcze lepiej – z Żoliborza, zakochuje się w dziewczynie z mięsnego z Inżynierskiej, albo z solarium na Stalowej. Wesele odbywa się w domu panny młodej na ulicy... na którejkolwiek z praskich ulic. Lewobrzeżni zjeżdżają taksówkami (wiadomo: wypić przyjechali, a poza tym utrata samochodu gwarantowana), wspinają się po wąskich, drewnianych schodach, zachwycają się autentyzmem obszczanych murów i kolekcji kryształów na regale w dużym pokoju. I zapyta gospodarz jakiegoś pana redaktora z TVN-u Cóż tam, panie, w polityce? Chińcyki trzymają się mocno!? Wesele się rozkręca, wódką rozgrzane dziewczyny z Cinnamonu albo Między Nami w tany ruszają z wyelegantowanymi chłopakami, co to nie pracują, a beemką jeżdżą, którzy pawimi piórami zamiatają pułap izby. Piski, obłapiania, i raz dokoła, raz dokoła... I przypomina sobie znany stylista i zaczyna śpiewać, dołącza się PR-owiec od fajek, a potem senior media buyer i już chór cały ryczy Na chuj mi, kurwa, Twoje kwiaty....

Równie emocjonujących relacji można posłuchać, jak ktoś wróci z najdzikszych ostępów Amazonii, cudem umknie z rąk ludożerców, z paszczy lwa głowę wyrwie.

czwartek, 18 września 2008
Reaktywacja

Rok przerwy... Szmat czasu. Właściwie sam nie wiem, czemu zarzuciłem te swoje praskie zapiski.
Ani się stąd nie wyniosłem, ani miłość do Pragi mi nie przeszła, ani czasu nagle mniej nie miałem.
Spróbuję dalej – czy raczej: na nowo – spisywać praskie sprawy.

 

poniedziałek, 05 listopada 2007
Zagłada XIX-wiecznej Pragi
Tekst poniższy ukazał się w miesięczniku "Urbanista" (nr 7/07):

Stało się. To, o czym od lat 80. pisano tak często, że przestaliśmy w to wierzyć, właśnie się dopełnia: w Warszawie rozpada się substancja XIX-wiecznej zabudowy. Pozostaną tylko makiety odtworzone z żelbetu, styropianu i wieszanych "na pustą spoinę" płyt piaskowca oraz te nieliczne zabytki, które znalazły swych właścicieli. Zniknie scenografia naszego dzieciństwa, zbudowana z cegły, żeliwa, wapiennej zaprawy i tynku. Nie będzie już podziurawionych kulami brandmurów, bram z żeliwnymi odbojami dla wozów konnych, odlewanych wsporników i balustrad, ceglanych kominów z obejmami. Znikną stalowe kotwy z bednarki, ściągające ściany, wypalone cegły w rozprutych bombą kominach, rozpryski pocisków na nadprożu. Nie zobaczymy ramiaków skrzynkowych okien, rozwartych nad niebem ulicy...

Za zamurowanymi siporeksem oknami zapadają się ostatnie drewniane stropy. Nie ma już ceglanych kominów, tnie się palnikiem nitowane więzary pofabrycznych hal, rozbiera spalone krokwie i schody wsparte na łukach. Zostaną tylko filmy i XIX-wieczna powieść - z coraz mniej dla nas swojską scenerią.

W nieruchomościach - jak w przyrodzie - nie ma niepotrzebnych przypadków. Ten proces upadku jest też komuś potrzebny i nie przypadkiem nie udaje się go powstrzymać. Komuś ubędzie problemów w pracy, ktoś pozyska wolną działkę, ktoś inny zostanie pozbawiony przedmiotu roszczeń...

Najlepiej widać to na warszawskiej Starej Pradze. Tu zabytków zachowało się najwięcej, więc najbardziej przeszkadzają. Nieliczne tylko - jak "Fabryka Trzciny", dawna fabryka konserw przebudowana na "offowe" centrum kultury - mogą zachwycać nas swym duchem miejsca. Niewielu jest tak troskliwych i mądrych inwestorów. Większość obiektów czeka zagłada. Teatr Baj - dawna szkoła, przytułek i ochronka praskiej Gminy Żydowskiej. Teatr od frontu jeszcze działa, choć od dziesięcioleci nie zaznał remontu. Wielki gmach na jego tyłach, od kilku lat opuszczony i z wybitymi szybami, czeka na swój pożar lub zawilgocenie, które zakwalifikują go do grupy zabytków przeznaczonych do wykreślenia z ewidencji z powodu "nieodwracalnego zniszczenia". Są profesorowie historii architektury i konstrukcji, nie tylko warszawscy, znani z pisania przekonujących ekspertyz...

Fabryka wyrobów metalowych Zagórnego i Ogórkiewicza - ceglany zespół przemysłowy z 1903 roku przy ul. Krowiej, pozostałość dawnej dzielnicy hurtu i rzeźni wokół martwego dziś Portu Praskiego - opuszczona, spłonęła w 2003 roku. Do dzisiaj nie przeprowadzono jakichkolwiek napraw. Budynek bez dachu - dosyć solidny - trzyma się jeszcze, ale nawiedzany przez pijaków spłonie niebawem doszczętnie. Roszczenia dawnych właścicieli - jeśli są zgłoszone - staną się bezprzedmiotowe. Przeszkoda w nowej zabudowie ustąpi. Uzgodnienia z konserwatorem nie będą wstrzymywać budowy apartamentowca z unikalnym widokiem na Stare Miasto i Wisłę.

Ulica Brzeska, największy zespół czynszowych kamienic w Warszawie, zachowany w nietkniętym stanie, nie tylko z powodu niewielkich zniszczeń wojennych, ale także w tym sensie, że nie był remontowany przez całą 2 połowę XX w., dożywa właśnie swych dni. W bramach, niegdyś słynnych z melin, coraz mniejszy ruch. Dawno już zamarł pobliski Bazar Różyckiego. Coraz więcej mieszkań i całych domów stoi opuszczonych. Wyburzono oficynki i małe fabryczki po wschodniej stronie ulicy, spłonęło kilka strychów - w tym dach pięknej secesyjnej kamienicy pod 16-tką. Niech naszej czujności nie usypia widok nowej knajpy w dawnym warsztacie - klubowicze są tu tylko przelotnym gościem. Wyprowadzą się przy następnym boomie budowlanym, kiedy także tu ruszą inwestycje. Gdy metro dotrze do Dworca Wileńskiego tych budynków już nie będzie, a czynsze wzrosną i powstanie kolejne "kondominium" za zamkniętymi bramami.

Pustych lub na wpół opróżnionych kamienic jest na Pradze wiele. Od kilku lat zamurowane są okna kilku kamienic przy ul. Targowej koło Bazaru Różyckiego, na wprost ul. Białostockiej i na wprost ul. Kijowskiej. Na Nowej Pradze rozpada się opuszczony Pałacyk Konopackiego, na pożar czeka pusty dom przy najstarszej zajezdni tramwajowej na rogu ulic Małej i Inżynierskiej. Na słynnej, pięknie niegdyś dekorowanej ceglanymi kształtkami, kamienicy "Pod Sowami", przy narożniku ulic Jagiellońskiej i Okrzei nie ma już sów, ktoś je zdjął, znikły też żeliwne detale i nietoperze, pierwsze mieszkania są już opuszczone po pożarach. Sąsiedni dom jest dawno wyburzony, pożar przeszedł tędy jakieś cztery lata temu, dziś jest już płot i tablica informacyjna budowy. Obok przy ul. Kłopotowskiego - dawnej Szerokiej - pożar gościł pół roku temu. Dziś cała oficyna ma zaślepione okna. Na Ząbkowskiej pod 9-tką tuż koło "kultowego" - jak to się dzisiaj (głupio) mówi - "łysego pingwina" jest kamieniczka z drewnianym pięterkiem, od lat prawie w całości zamieszkałym już tylko przez gołębie. Jakie wrażenie na lokatorach, którzy wykupili swoje mieszkanie na własność wywiera puste mieszkanie za ścianą? Ile lat można wytrzymać z przemarzającą ścianą od sąsiada? Szybka, choćby i tania sprzedaż mieszkania za cenę, jaką daje jedyny zainteresowany - być może właśnie ten co opróżnił pustostan - i ucieczka z resztką majątku jest najlepszym rozwiązaniem.

Ten proces ma swe etapy. Najpierw nie naprawia się dachu, orynnowania, obróbek, drzwi i izolacji. I nie wyrzuca lokatorów dewastujących dom. Pojawiają się pustostany, do nich wkraczają bezdomni, najczęściej dzieje się to zimą, kiedy muszą się ogrzać. Podpalają papiery i śmieci - a wraz nimi mieszkanie, warsztat lub strych. Sezon zaprószeń ognia zaczyna się na Pradze z pierwszymi mrozami. Strażacy, poszukując tlących się materiałów, rozrzucają deski poszycia, wyrzucają na podwórze pozostałości konstrukcji, sprzętów, okien... Nikt nie okrywa odsłoniętych krokwi, legarów, nie wprawia szyb w okna. Deszcz, woda, kolejny pożar dopełnia dzieła. Po kilku latach zaniedbania można już przystępować do "usuwania zagrożenia budowlanego", a po wyburzeniu wyrównać teren. Radcy ustalą, dlaczego zwrot nieruchomości jest niemożliwy i niedługo będzie to znów "czysta prawnie" działka budowlana.

Pewien najwyższy rangą urzednik w urzędzie dzielnicy Praga Północ przed kilku laty publicznie wyznawał, że nie wyłoży jakichkolwiek pieniędzy na inwestycje w budynkach komunalnych, objętych roszczeniami, bo te środki publiczne przepadną bezpowrotnie na rzecz nowych właścicieli. Stan prawny nie pozwala bowiem - jak mówił - sprawiedliwie rozliczyć nakładów na remont z przychodami z nieruchomości, użytkowanymi na podstawie dekretu Bieruta przez ponad pół wieku. Słowa dotrzymał.

Warsawianiści, architekci, historycy i urbaniści patrzyli od dawna z żalem i bezradnością na los XIX-wiecznych zabytków stolicy. II połowa XX wieku była dla Warszawy złym czasem: wojna światowa, peerelowskie klęski: woluntaryzm, bałagan i bieda, wreszcie pookrągłostołowa nieporadność III RP, a potem cynizm ekipy prezydenta Kaczyńskiego, skoncentrowanej na swoich szansach wyborczych... Kampania wrześniowa, eksterminacja ghetta i Powstanie Warszawskie pozbawiły nas większości substancji w lewobrzeżnej Warszawie. Tragiczny wojenny los stolicy osierocił ją z tych, którzy, zakorzenieni tu od pokoleń, decydowali o tożsamości miasta i jego znaczeniu. W powstaniu zdziesiątkowana została warszawska inteligencja. Wcześniej zginęli prawie wszyscy Żydzi. Mury Warszawy miały służyć nowym ludziom - obcym w nich. Przyspieszona odbudowa i masowa migracja ludności - najczęściej wiejskiej - zerwała społeczną tożsamość miasta. Odbudowa przyniosła wielkomiejską skalę arterii, ale zwróciła się przeciw temu, co - uważane za burżuazyjne i brzydkie - było jednakowo znienawidzone przez modernistów i komunistów. XIX-wieczna zabudowa ustąpiła miejsca blokom i byle jakim trawnikom. Większość witała to z radością, wielu taka przemiana podoba się i dzisiaj.

Budowa nowego społeczeństwa i jego stolicy prowadzona była na podstawie tzw. "dekretu Bieruta" z dnia 26 października 1945 roku "o własności i użytkowaniu gruntów na obszarze m. st. Warszawy". Akt ten zlikwidował w stolicy nie tylko prywatną własność, ale wprowadził trwający do dzisiaj bałagan prawny i niesprawiedliwość. Proces przekształcania miasta w metropolię socjalistyczną dla mas wcale się nie skończył - dzisiaj zbieramy jego późne owoce. "Kontrolowany" rozpad XIX-wiecznych kamienic jest jednym z nich...

Paweł Detko
architekt i urbanista
 
 
środa, 01 sierpnia 2007
1 sierpnia. Obwód VI Praga
Natarcie oddziałów praskich rozwinęło się o godzinie 17°°, choć liczne plutony tego Obwodu nie zdołały zmobilizować znacznej części ludzi, a zwłaszcza broni. Mobilizacja osiągnęła około 40% stanów.
 
Oddziały I Rejonu kpt. "Gawryły" na Bródnie osaczyły baterię niemiecką, lecz nie zdołały jej zdobyć. Wzięto kilku jeńców i nieco broni. Rejon ten, najmniej liczny i osłabiony odejściem kilku oddziałów do Śródmieścia, zachował jednak sprawność organizacyjną. 
Oddziały II Rejonu kpt. "Karo", mające osłonić Pragę z kierunku Radzymina, obsadziły Targówek.
Rejon III mjr "Rakowskiego" na Grochowie nie mógł wykonać części swych zadań wobec poważnej przewagi wroga, niemniej część oddziałów odcięła tor kolejowy w kierunku na Otwock.
Natomiast oddziały Rejonu IV ppłk "Stefana" poniosły bardzo ciężkie straty krwawe w ataku na obiekty zajmowane przez Niemców na Bródnie. Ppłk "Stefan" miał zdobyć koszary 36. pułku Legii Akademickiej przy ulicy 11 Listopada, w których miały skoncentrować się oddziały po walce. Część ich zdziesiątkowały i rozproszyły kwaterujące tam oddziały pancerne. Rozbiciu uległy oddziały por. "Murzyna", który poległ, i por. "Rokity" nacierającego z kierunku cmentarza żydowskiego. Przed koszarami zginął dowódca plutonu ppor. "Damelski". O zmierzchu ppłk. "Stefan" powtórzył natarcie - również bez skutku.
Nieco lepiej powiodło się oddziałom najsilniejszego Rejonu V mjr "Ludwika". Opanowały one Dyrekcje Kolejową przy zbiegu ulic Targowej i Wileńskiej, blokując Dworzec Wileński. Dowódcą tego odcinka został mjr "Jastrząb".

W okolicy ul. Ząbkowskiej, gdzie miało miejsce szereg starć, zdobyto pocztę, stację telefoniczną i mennicę, ale natarcie na budynek Monopolu Spirytusowego, obsadzonego przez jeden pluton npla, załamało się. Dworzec Wschodni także był pod ostrzałem powstańców, którzy usadowili się na ul. Brzeskiej w sile trzech plutonów. Zajęto szkołę przy ulicy Kawęczyńskiej. W starciu na Kawęczyńskiej i Nieporęckiej spalono butelkami dwa czołgi.

Niepomyślny przebieg miało natarcie na mosty. Kompania saperów obwodu, która miała zadanie wysadzenia wiaduktów linii średnicowej, nie otrzymała materiału wybuchowego i nie wykonała zadania. Mostu Kierbedzia bronił batalion niemiecki rozlokowany w Ogrodzie Praskim; atak powstańców załamał się już w okolicy kościoła św. Floriana.

Nacierający polem od parku Skaryszewskiego na most Poniatowskiego słaby oddział powstańczy został zniesiony ogniem z wież mostu; próba opanowania parku nie udała się, część powstańców przeszła wieczorem kanałami do rzeźni miejskiej przy ul. Marcinkowskiego, gdzie uformowało się silne zgrupowanie powstańcze.

Krwawo załamało się również natarcie plutonu powstańców poprowadzone z Saskiej Kępy wprost na most. panowano magazyny żywności "F. Wróblewski".

Ulicą Targową przesuwały się silne oddziały czołgów, ostrzeliwujące zajadle Dyrekcję Kolejową i okoliczne domy [27 czołgów i dział szturmowych].

Wieczorem powstańcy na Pradze bronili się w kilku odciętych od siebie zgrupowaniach, do których dołączali kolejni rozbitkowie. Część żołnierzy po zrzuceniu opasek powróciła do konspiracji. Wieczorem Niemcy przystąpili do wyłapywania "bandytów". Młodych mężczyzn podejrzanych o udział w powstaniu mordowano na miejscu.

Komendant Obwodu VI Praga liczył na wkroczenie oddziałów sowieckich w każdej chwili - dlatego postanowił kontynuować walkę w dniu następnym.
 
źródło: www.powstanie-warszawskie-1944.ac.pl
środa, 06 czerwca 2007
Teatr Remus

 

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5