|
Blog > Komentarze do wpisu
Nie idź tą drogą!
Jestem na Kazimierzu. Nie „w”, ale „na”. W cesarsko-królewskim mieście, co to rękami, nogami i śpiewem broni się przed przenoszeniem do niego stolicy. Jak gdyby ktoś w ogóle to planował. Pragę często porównuje się do podobnych dzielnic w innych miastach. I tak: była już warszawskim Montmartrem, Soho, Greenwich Village czy Kreuzbergiem. Ma to walor opisowy, ale i szufladkujący – zwalnia porównującego z wchodzenia w szczegóły, zgłębiania miejsca, rozróżniania kolorów i okoliczności przyrody. Rzuca się porównanie i gotowe. Z drugiej strony, jest to zabieg wartościujący. Skoro jest jak w Paryżu, Londynie, Nowym Jorku czy Berlinie to znaczy, że światowo jest. W globalnej wiosce w cenie jest – zdaniem jednych – uniformizacja, zatarcie różnic. Inni stawiają na wyjątkowość, odrębności. Ale od paralel trudno uciec. Może taka to ludzka przypadłość? Kiedy oglądam zdjęcia krakowskiego Kazimierza sprzed 30-40 lat, to porównania z dzisiejszą Pragą mocno się narzucają. Odrapane, zapuszczone kamienice, podejrzane typy, margines, smoki i ludożercy. Dzielnica zakazana. A dzisiaj… Liczba knajp wszelkiego autoramentu, tudzież turystów, w przeliczeniu na kilometr kwadratowy zbliża się do gęstości zaludnienia Singapuru. Na ulicy Szerokiej lokal obok lokalu, po każdej stronie ta sama monotonia. Plac Nowy to samo. Ulice przyległe trochę lepsze, odważniej dopuszczają handel i rzemiosło. I jeszcze ta kazimierska specyfika – Schindler’s List Tours, gęsi pipek, klezmerzy i wycieczki do Auschwitz. Co wrażliwsi uciekają za Wisłę, na Podgórze. Odważniejsi (ponoć są tacy!) na północ, do Warszawy. Konkretnie: na Pragę. niedziela, 16 listopada 2008, miszka44
|
|
Z obserwacjami dotyczącymi Kazimierza niestety się zgadzam. Dodałabym jeszcze zupełny brak porządku w nowej zabudowie i liczne nowe hotele, które w najmniejszym stopniu nie nawiązują do miejscowej architektury.